Badanie zrealizowane w agencji NEVO
Cyfrowy stan bazy noclegowej powiatu tatrzańskiego 2026
Zakopane zdejmuje billboardy i wysyła reklamę do sieci. Sprawdziliśmy, czy oferta cyfrowa jest gotowa, żeby tę reklamę przyjąć.
Billboardy w dół, budżety do sieci
28 maja 2026 roku Rada Miasta Zakopane przyjęła, po jedenastu latach prac, uchwałę krajobrazową. Wielkoformatowe billboardy i płachty reklamowe, które od lat zasłaniają wjazd do miasta i panoramę Tatr, mają zniknąć. Uchwała wchodzi w życie trzydzieści dni po publikacji w dzienniku urzędowym województwa, a przedsiębiorcy dostają dwanaście miesięcy na dostosowanie się, pod groźbą kar.
W komentarzu do decyzji burmistrz Zakopanego zaapelował do przedsiębiorców wprost: przenieście budżety reklamowe do sieci, bo internet daje dziś większe i wydajniejsze możliwości niż płachta przy drodze. Trudno się nie zgodzić. Pytanie tylko, czy w sieci jest co tym ruchem nakarmić. Bo reklama prowadzi gościa w jedno miejsce: na stronę i do wizytówki obiektu. Jeśli tam coś nie działa, budżet przepada niezależnie od nośnika.
Postanowiliśmy to sprawdzić, zanim te budżety na dobre przeniosą się do sieci. Zmierzyliśmy ofertę cyfrową bazy noclegowej powiatu konkretnymi liczbami: szybkość, działanie na telefonie, ścieżkę rezerwacji, lokalne SEO, technikę. A na koniec sprawdziliśmy, ilu z tych obiektów już teraz płaci za reklamę, kierując ruch właśnie tam.
Co i jak zmierzyliśmy
Próba liczy 207 obiektów noclegowych z powiatu tatrzańskiego, z dwóch źródeł: państwowego Centralnego Wykazu Obiektów Hotelarskich (obiekty skategoryzowane, czyli hotele, schroniska, kempingi) oraz oficjalnych ewidencji gminnych (pozostałe obiekty świadczące usługi hotelarskie: apartamenty, domki, pensjonaty). To nie sam górny koniec rynku, lecz jego przekrój, w którym apartamenty i pensjonaty są najliczniejsze, a hotele tuż za nimi.
Jedno zastrzeżenie od razu, bo pozwala to trzymać wymierność raportu. Żeby obiekt dało się zbadać, musiał mieć adres strony. Obiekty bez własnej strony, działające tylko przez wizytówkę albo portal pośrednika, w ogóle nie weszły do próby, a wśród kwater i apartamentów takich jest sporo. To znaczy, że rzeczywisty obraz jest najpewniej gorszy. Poza zakresem zostają też gastronomia i atrakcje, które mamy zamiar przeanalizować w osobnym badaniu. Pełna metoda, progi i tabele zbiorcze są w załączniku technicznym.
Strona, której nie ma
Zacznijmy od rzeczy, która powinna być niemożliwa, a nie jest. Siedem obiektów z oficjalnych rejestrów, około 3%, ma zarejestrowaną domenę, ale nie ma działającej witryny. Część domen nie odpowiada, jedna zwraca błąd serwera, jedna stoi na domyślnym placeholderze hostingu. Adres figuruje w wykazie i kieruje na pustkę. A pamiętajmy, że to dolne oszacowanie, bo obiekty całkiem bez strony do badania nie weszły.
Wszystko, co poniżej, dotyczy 200 obiektów, które mają działającą stronę. Mapa braków zbiera je w jednym miejscu - od Core Web Vitals po brak mapy strony.
Wolno
Tu obraz jest twardy. Żaden z 200 działających obiektów nie osiąga dobrego wyniku szybkości, czyli progu, który Google uznaje za zielony. Mediana wyniku wydajności to 55 na 100, a ponad jedna trzecia stron siedzi poniżej 50.
Ważniejsze od oceny laboratoryjnej jest to, co czują goście. Na danych polowych, czyli z realnego ruchu, połowa stron oblewa pełny zestaw Core Web Vitals. Mediana czasu, w którym ładuje się główna treść, to 2,3 sekundy, prawie 40% stron przekracza próg 2,5 sekundy, a co szósta ładuje się ponad cztery sekundy. To już nie jest „trochę wolno". To czas, w którym część gości zamyka kartę, zanim cokolwiek zobaczy.
Bez angielskiego
Region żyje z turystyki, w dużej części zagranicznej. A prawie połowa obiektów, 46%, nie ma wersji angielskiej. Gość z Czech, Słowacji czy Niemiec, który trafia na taką stronę, dostaje ścianę polskiego tekstu i wychodzi. To jedna z tańszych rzeczy do nadrobienia, a jedna z droższych w skutkach.
Wizytówka bez godzin
Profil w Google ma niemal każdy obiekt, około 95%. Zdjęcia, kategorię i opinie mają praktycznie wszyscy. Brakuje za to jednej rzeczy u mniej więcej połowy: godzin otwarcia. Gość znajduje obiekt w Mapach, widzi zdjęcia i oceny, ale nie wie, czy i kiedy może zadzwonić. To drobiazg, który Google czyta jako sygnał kompletności, a człowiek jako sygnał, czy ktoś tu w ogóle pilnuje swojej obecności.
Na samej stronie jest podobnie, solidny fundament z dziurami. Tytuł strony ma niemal każdy, ale opis, który decyduje o tym, co widać w wynikach wyszukiwania, leży u co piątego obiektu. Znaczników danych strukturalnych, które pomagają wyszukiwarce zrozumieć, że to obiekt noclegowy, nie ma prawie połowa.
Co działa
Gdyby raport składał się z samych braków, byłby nieuczciwy. Na jednej warstwie obiekty radzą sobie dobrze. Dwie trzecie, 67%, ma własny system rezerwacji: gość wybiera daty, widzi cenę i rezerwuje bezpośrednio, bez prowizji dla pośrednika. Numer telefonu da się kliknąć z komórki u niemal wszystkich.
Ale i tu szerszy przekrój rynku ujawnia podział. Co czwarty obiekt nie ma rezerwacji online w ogóle, przyjmuje ją wyłącznie telefonicznie, a piętnaście obiektów jest uzależnionych tylko od portali pośredników. Im dalej od dużych, skategoryzowanych hoteli, tym częściej rezerwacja kończy się na słuchawce. To nadal względna siła, większość potrafi przyjąć rezerwację bezpośrednio. Właśnie dlatego szkoda, żeby gość odbił się od wolnej strony, zanim do tej rezerwacji dojdzie.
Telefon i higiena techniczna
Na telefonie blisko dwie trzecie stron działa dobrze, ale co trzecia ma realne tarcie, czyli poziomy scroll, za małe przyciski albo popsuty układ, a około 15% jest na telefonie po prostu połamanych. Przy ruchu turystycznym, który w większości jest mobilny, to nie tylko kwestia wygody, ale i jest świadectwem dbałości o własny biznes ogółem.
Pod maską jest średnio. Ponad jedna czwarta stron ma co najmniej jeden martwy link wewnętrzny prowadzący donikąd, co szósta nie ma mapy strony ułatwiającej indeksowanie. Zabezpieczenia i wymogi formalne, czyli HTTPS, polityka prywatności i zgoda na cookies, są standardem i tu obiekty go trzymają.
Płacą, żeby kierować ruch na to wszystko
Tu dochodzimy do sedna. Sprawdziliśmy, ilu z badanych obiektów korzysta dodatkowo z płatnej reklamy: Google Ads, Meta, w tym promowane posty, które przecież też kosztują. Wynik: 74%. Trzy czwarte obiektów płaci za to, żeby przyciągnąć ruch (sprawdzone w publicznych bibliotekach reklam: Meta Ad Library i Google Ads Transparency Center; to migawka aktywnych kampanii, bez wglądu w kwoty).
I tu obie warstwy raportu się spotykają. Bo ten płatny ruch ląduje dokładnie na stronach i wizytówkach, które przed chwilą zmierzyliśmy. To samo badanie pokazuje, że z obiektów reklamujących się:
Ile na tym tracą? Uczciwa odpowiedź brzmi: nie wiemy co do złotówki, bo nie znamy ich budżetów ani przychodów i każdy kto powie inaczej, nie powie prawdy. Wiemy za to, jak działa mechanizm, i to wiadomo z twardych badań na innych rynkach. To są benchmarki zewnętrzne, z innych branż i krajów, nie pomiar tych obiektów. Pokazują rząd wielkości problemu, a nie konkretną stratę tych firm.
Z badania Deloitte i Google „Milliseconds Make Millions" wynika, że poprawa szybkości mobilnej o zaledwie 0,1 sekundy wiązała się ze wzrostem konwersji w branży turystycznej o około 10%. Analiza Portent pokazuje, że strony ładujące się poniżej dwóch sekund konwertują o mniej więcej połowę lepiej niż te ładujące się w pięć. W tej próbie co szósta strona ładuje się ponad cztery sekundy, a połowa oblewa Core Web Vitals. Każda złotówka wydana na reklamę dziedziczy ten czas ładowania, zanim gość zobaczy ofertę.
Z językiem jest podobnie. Według badania CSA Research „Can't Read, Won't Buy" około 40% konsumentów w ogóle nie kupi ze strony w obcym języku. Nowsze badanie RWS z 2023 roku dało jeszcze mocniej: czterech na pięciu konsumentów nie kupi od marki, która nie obsługuje ich w ich języku. Przy 46% obiektów bez wersji angielskiej i przy reklamie, która z natury trafia też do obcokrajowca, to nie jest niuans. To połowa potencjalnych gości odbita na wejściu, mimo że za ich kliknięcie ktoś zapłacił.
Innymi słowy: spora część tych 74% leje wodę do dziurawego wiadra.
- ma jednocześnie co najmniej jeden istotny brak w ofercie: 72%
- kieruje płatny ruch na stronę oblewającą Core Web Vitals: 47%
- reklamuje się, nie mając wersji angielskiej: 33%
- płaci za ruch, przyjmując rezerwację wyłącznie przez telefon: 26%
- reklamuje się z niekompletną wizytówką (bez godzin): 40%
Wnioski
Zakopane zdejmuje billboardy i, słusznie, wysyła przedsiębiorców do sieci. Ale prawdziwa luka nie przebiega między reklamą zewnętrzną a cyfrową. Przebiega między puszczeniem kampanii a posiadaniem strategii i gotowej oferty.
Bo cyfrowa reklama nie jest czarodziejską różdżką. Jest dokładnie tak skuteczna, jak miejsce, do którego prowadzi. Można mieć stronę, która na pierwszy rzut oka wygląda nieźle, a mimo to ładuje się zbyt wolno, nie mówi po angielsku albo nie pozwala zarezerwować inaczej niż telefonem w godzinach pracy recepcji. Gość tego nie nazwie, po prostu wyjdzie. A właściciel wyciągnie wniosek, że „reklama w internecie nie działa", choć problemem nie była reklama, tylko to, na co kierowała.
Stąd najważniejsza rzecz, której na tym terenie brakuje, a której żadna uchwała nie załatwi: nie kolejnych kampanii, tylko świadomości, że strona i wizytówka to nie wizytówka w sensie ozdoby, lecz narzędzie sprzedaży. Zanim zacznie się płacić za pozyskanie ruchu, trzeba zadbać o podstawy. Billboard można zdjąć jedną uchwałą. Sprawić, żeby cyfrowa złotówka się nie marnowała, można tylko wiedzą i odpowiednią strategią działań. Przeniesienie reklam do świata cyfrowego to nie tylko kliknięcie przycisku promuj post.
Źródła benchmarków zewnętrznych
- Deloitte i Google, „Milliseconds Make Millions” (2020): wpływ szybkości mobilnej na konwersję, m.in. +10,1% w turystyce przy poprawie o 0,1 s.
- Portent, „Site Speed Is (Still) Impacting Your Conversion Rate”: strony poniżej 2 s vs 5 s.
- CSA Research (Common Sense Advisory), „Can't Read, Won't Buy”: 40% nie kupuje w obcym języku.
- RWS, „Unlocking Global Understanding” (2023): czterech na pięciu konsumentów oczekuje obsługi w swoim języku.
- Uchwała krajobrazowa Rady Miasta Zakopane z 28 maja 2026; wypowiedź burmistrza za Gazetą Krakowską.
Dla mediów
Raport można cytować i wykorzystywać w materiałach prasowych. Proszę o podanie autora i źródła.
Jak cytować
Andrzej Pawlikowski, „Cyfrowy stan bazy noclegowej powiatu tatrzańskiego 2026", 2026, https://andrzejpawlikowski.pl/pl/projekty/raport-podhale/
Materiały do pobrania
- Pełny raport (PDF)
- Zdjęcie autora, do druku, wysoka rozdzielczość
- Bio do skopiowania (poniżej)
Bio
Andrzej Pawlikowski z Podhala. Zawodowo zajmuje się technologią, e-commerce i marketingiem: strony, sklepy, systemy i strategie marketingowe. Buduje otwarty, bezpłatny portal pomagający zwykłemu człowiekowi i małym firmom ogarnąć prawo, umowy i pisma urzędowe.